|
|
Nosi mnie ...
2012-05-17
|
... od tygodnia. Maraz zimowy mnie opuszcza. W poprzednią sobotę dobrałam się do kuchni i zrobiłam taki klar, że jej nie poznaję. Poszliśmy z mężem za ciosem i ustaliiśmy listę tego co obowiązkowo do jesieni zrobić musimy.
I tak:
- malowanie salonu, a właściwie to remont bo psy nam niemal go zdewastowały. Akurat nam się pomocnicy zdeklarowali w postaci syna i jego dwóch kumpli.
- wywalenie wszystkiego co zbędne, a jest co wywalać. W tę sobotę rozpoczynam. Kuchnię mam juz za sobą.
- uporządkowanie podwórka i trzech szopek, w których jest wszystko :D:D Jedynie psiej kupy tam brakuje.
- wymiana stopni na schodach i ich pełne malowanie ( schody jak z innej bajki draznią mnie swoim wglądem niewymownie)
- wymiana okna w salonie co mnie napawa przerażeniem bo burdel będzie nie do ogarnięcia.
Oprócz tego zostaje nam normalna praca, jakieś zakupy, gotowanie, pranie itd. Przy okazji w czerwcu Euro się zaczyna więc i mecze. Potem Olimpiada :):) Jako, że maniacy sportu jesteśmy, ciężko będzie się czasem od telewizora oderwać. Jedynie co mnie teraz martwi to moja suka, która prawdowpodobnie ma raka. Czekamy na wyniki badań i zobaczymy co będzie dalej.
W tej chwili wybieram kolory do salonu, musimy chłopakom front robót przygotować. Drewno na zimę już kupione i ułożone w drewutniach.
Lubię takie zamieszanie, wtedy czuję, że żyję.
Mia szkoda, że tak daleko mieszkam. Chętnie przyłożyłabym rękę do remontu pokoju Twojej dziewczyny :)
|
|
Komentarzy:
0
|
|
Siła ludzkiego umysłu.
2012-04-18
|
Po ostatnim wydarzeniu zacznę w tę siłę wierzyć no bo nijak nie mam wytłumaczenia na miłą skąd inąd sytuację.
Bożenę poznałam 19 lat temu w pracy. Kobieta, którą niektórzy określiliby mianem babochłopa, mnie przypadła do gustu absolutnie. Całkowicie bezinteresowna, przyjazna i cholernie uczynna, zawsze mówiła do mnie Ewika. Miałam trochę wyrzutów sumienia, gdy poznałam obecnego męża, bo jakoś tak wyszło. Ale ona calkowicie i bez fochów to zrozumiała i usunęła się na boczny tor.Wyobrażacie sobie? Żadnych pretensji, żali itd. Z koleżanki na codzień płynnie przeszła do przyjaciółki domu. Był ślub, urodziłam dzięcię a Bożenka trwała. I jakieś 12 lat temu zniknęła. Dała tylko znać, że jedzie na saksy i się odezwie. Ostatni raz widziałam się z nią jakieś... no właśnie 10 lat temu, gdy przejazdem była w Polsce!
Nie wiem co mnie naszło, ale gdzieś w okolicy lutego, zaczęłam zastanawiać się gdzie Bożenka przepadła. Miałam dzwonić do jej brata ale jakoś albo zapomniałam, było za późno. Generalnie nie wyszło.
W sobotę wracałam z miasta gdy komórka tradycyjnie w otchłani torebki zaczęła brzęczeć. Niemal wjechałam gościowi w tyłek ale udalo mi się ją wyłuskać. Rzuciłam okiem na numer i pomyślałam, że za przydługi jakoś i odebrałam. "Cześć Ewika" zabrzmiało jak dzwon Zygmunta ! Po 10 latach !!! Nie pamiętam drogi do domu bo gadalam. Wchodziłam do domu i gadałam. I dziękowałam własnemu lenistwu, że od wieków mam ten sam numer telefonu. I cholernie mi fajnie, że znowu mam kontakt z koleżanką z najfajniejszych lat. Nieważne, że ona na Teneryfie a ja tu.
I niech mi teraz ktoś powie, że siła umysłu nie działa :))
|
|
Komentarzy:
6
|